Nasze nurkowanie – wycieczni i kursy nurkowe

2018 - Gwatemala - Belize - RELACJA

W poprzek Ameryki Środkowej – Gwatemala, Honduras i Belize

 Naszą przygodę zaczęliśmy w Gwatemali od San Francisco de Salos. Z  tego niewielkiego miasteczka  leżącego na wysokości 1900 m npm rozpoczęliśmy wspinaczkę na wulkan Pacaya. Trasa z początku prowadziła  nas przez cudowny sosnowy las, aby później przejść w trochę trudniejszy szlak pokryty wulkanicznym popiołem.

Z punktu widokowego mogliśmy  obserwować 3 aktywne i nieustannie dymiące wulkany:  Aqua,  Acatenango i malowniczy Fuego.

 Pacaya jest wulkanem w ciągłej erupcji, więc lawa jest stale obecna na jego zboczach. Co jakiś czas następują większe i gwałtowniejsze erupcje. Ostatnia miała miejsce 2 lata temu. Zastygła lawa po której chodziliśmy, w zabłębieniach jest ciągle gorąca. Jedną z atrakcji jest wkładanie w otwory lawy pianek cukrowych, które podgrzewają  się do wysokiej temperatury.

Następnego dnia pojechaliśmy nad jezioro Atitlan, które dzięki swojemu położeniu uznawane jest za jedno z najpiękniejszych jezior świata. Otaczają go bowiem trzy wulkany, z których każdy wznosi się na ponad 3 tys. metrów wysokości. Popłynęliśmy łodzią na drugą stronę jeziora, gdzie mieszczą się 3 malownicze indiańskie miasteczka. 
Bardzo ciekawa jest historia powstania tego jeziora. Około 84 tys lat temu nastąpił wybuch znajdującego się w tym miejscu olbrzymiego wulkanu.  Po gwałtownej eksplozji szczyt tego  wulkanu zapadł się i  na wysokości 1500 m npm powstało wielkie zagłębienie, które wypełniło się wodą.  Głębokość jeziora dochodzi obecnie do 350 m a  powierzchniowo jezioro to jest 1,5 razy większe od największego w Polsce jeziora Śniadrwy.
Następnego dnia pojechaliśmy nad jezioro Atitlan, które dzięki swojemu położeniu uznawane jest za jedno z najpiękniejszych jezior świata. Otaczają go bowiem trzy wulkany, z których każdy wznosi się na ponad 3 tys. metrów wysokości. Popłynęliśmy łodzią na drugą stronę jeziora, gdzie mieszczą się 3 malownicze indiańskie miasteczka. 
Bardzo ciekawa jest historia powstania tego jeziora. Około 84 tys lat temu nastąpił wybuch znajdującego się w tym miejscu olbrzymiego wulkanu.  Po gwałtownej eksplozji szczyt tego  wulkanu zapadł się i  na wysokości 1500 m npm powstało wielkie zagłębienie, które wypełniło się wodą.  Głębokość jeziora dochodzi obecnie do 350 m a  powierzchniowo jezioro to jest 1,5 razy większe od największego w Polsce jeziora Śniadrwy.

 

Pierwszym odwiedzonym przez nas miasteczkiem było Santiago Atitlan. Zaczęliśmy od ulicznego targu. Wszyscy zrwróciliśmy uwagę na niezwykle barwne stroje noszone przez Indianki majów. Wzory na ich ubraniach uzależnione są od ich wieku, stanu cywilnego i ich pozycji społecznej. Podczas kręcenia tego filmu Indianki będące w kadrze często zasłaniały swoją twarz. Uważają one bowiem, że ich wizerunek uwieczniony na taśmie bądź zdjęciu osłabia ich ducha i ciało.   

Na targu można było kupić głównie owoce, warzywa, przyprawy, jak również różne wyroby rękodzieła: bajecznie kolorowe plecaki, kapelusze, chusty, torebki i obrazy z widokiem jeziora.

W Santiago Atitlan znajduje się pochodzący mniej więcej z 1500 roku kościół założony przez Hiszpanów, kolonistów tych ziem. Jest to jeden z najstarszych kościołów w Gwatemali . Wewnątrz kościoła znajduje się ołtarz poświęcony Ojcu Stanleyowi, który przyjechał tu ze Stanów Zjednoczonych, nauczył się języka Majów  i nadzorował tłumaczenie Nowego Testamentu na język indian. Niestety w 1981 roku podczas wojny domowej w Gwatemalii został zamordowany, ciało zostało odesłane do Stanów ale serce zostało w tym kościele.

 

Następnie popłynęliśmy do  San Pedro La Laguna. To mała i  bardzo malownicza  miejscowość,  licząca ok 10 tys. mieszkańców. To popularne miejsce dla turystów pragnących wejść na pobliski wulkan San Pedro. Miasteczko położone jest w bardzo ładnym miejscu – z jednej strony graniczy z jeziorem z drugiej zaś z podnóżem wulkanu.

W sąsiedniej wiosce San Juan La Laguna  odwiedziliśmy znany w całej Gwatemalii zakład tkacki, w którym wciąż używane są tradycyjne techniki tkackie.  Proces produkcji wyrobów z bawełny obejmuje kilka etapów. Po zebraniu bawełny łączy się jej włókna, które ubija się przez około 20 min a  następnie skręca się w ciękie nici  i nawija na szpule. Wszystkie kolory uzyskuje się tylko z naturalnych barwników – kwiatów, liści, czy też owoców. Farbowanie włóczki odbywa się poprzez jej zanurzanie w przygotowanym wcześniej roztworze wodnym. Tak zabarwioną włóczkę nawija się na uchwyty a następnie tka się różnego rodzaju wyroby na ręcznych krosnach. 

Kolejnego  dnia czekała  nas malownicza, licząca ok 300 km podróż poprzez góry i dżungle Gwatemali do  Hondurasu, do ruin Copan. Zatrzymaliśmy się w Pueblo de Copan – niewielkim miasteczku z  brukowanymi uliczkami i czerwonymi dachówkam. Czas w tym miejscu płynął leniwie. Spacerując z zainteresowaniem przyglądaliśmy się niespotykanej już u nas pracy  pucybuta. Miasteczko jest popularne wśród turystów bowiem  graniczy z  Copan – ruinami  starożytnej cywilizacji Majów.

Starożytne Copan  leży w Hndurasie, 12 km od granicy z Gwatemalą. Było to jedno z największych i najważniejszych miast Majów. Zwane jest przez niektórych „Paryżem Majów”, bowiem słynie  z pięknej architektury oraz bogato zdobionych stel – czyli kilkumetrowej wysokości pionowych płyt z inskrypcjami  lub płaskorzeźbami. Copan był liczącym się ośrodkiem  kultury i sztuki. Miasto powstało jakieś tysiąc lat przed Chrystusem i tętniło życiem przez kolejne 2 tys. lat aż do jego opuszczenia ok. tysięcznego roku naszej ery. Szacuje się, że w okresie świetności miasta żyło w nim ok. 200 tys. osób.  Miasto składało się z 16 dzielnic mieszkalnych.  W centrum miasta znajdowały się zbudowane na piramidach schodkowych świątynie, pałace, pięć wielkich dziedzińców oraz boisko do pelote, popularnej wówczas gry w piłkę. Jednym z najsłynniejszych władców Copán był król o imieniu 18 Królik. Pozostawił on po sobie wiele różnorodnych budowli oraz steli, które przedstawiają jego postać w przebraniu różnych bogów i osób z mitologii Majów. Najcenniejszym zabytkiem Copanu są Schody Hieroglifów, na których wyryto 2500 symboli. Jest to najobszerniejszy zabytek piśmiennictwa Majów.

 Przed wycieczką do Livingston, nocleg spędziliśmy w cudownie położonej w gęstym  lesie deszczowym Hacjendzie Tijax.  Mieszkaliśmy w domkach stojących w wodzie na palach, połączonych drewnianymi kładkami. Wkoło słychać było śpiewające ptaki, cykady i inne dźwięki dzikiej przyrody. Niestety na lenistwo w basenie nie mieliśmy czasu, bowiem tego dnia w planach mieliśmy wycieczkę do Livinston

Po drodze  mijaliśmy  hiszpański kolonialny fort San Felipe, położony przy wejściu do jeziora Izabal. Jezioro to połączone jest z Morzem Karaibskim rzeką Rio Dulce i dawało schronienie hiszpańskiej flocie. Brzegi rzeki Rio Dulce to fascynujący świat roślin i zwierząt. Występuje tutaj egzotyczna roślinność: drzewa tekowe, mahoń i namorzyny. Na wyspie ptaków obserwowaliśmy gniazdujące gromady białych i siwych czapli, wygrzewające się na wierzchołkach drzew wielkie majestatyczne legwany, biegające po liliach wodnych kolorowe derkacze czy wygrzewające się w słońcu słodkowodne żółwie  – Było przepięknie! Utworzony został tutaj Narodowy Park Rio Dulce. 

Wśród zieleni drzew i kolorów kwiatów widać było wiele przystani z jachtami, bardzo liczne drewniane domki z drewnianymi pomostami i tarasami,  na których kołysały  się  kolorowe hamaki. Często do  naszej łodzi podpływali Indianie oferując różne pamiątki: drewniane szkatułki, bransolety, posążki  muszle  i inne drobne przedmioty.

Livingston jest starym miastem piratów do którego  nie da się dojechać samochodem lub autobusem. Miasto zamieszkuje lud Garifuna czyli potomkowie Indian i sprowadzonych na plantacje afrykańskich niewolników. Mówią oni własnym językiem (choć często mówią też po hiszpańsku czy angielsku). Zatrzymaliśmy się chwilę na  ulicznym targu,  aby kupić  świeże egzotyczne owoce. Po krótkim spacerze odwiedziliśmy lokalną restaurację, której specjalnością jest przepyszna zupa z owoców morza .  Najbardziej znanym gatunkiem muzyki i tańca ludu Garifuna jest Punta. To tradycyjna muzyka grana na tradycyjnych instrumentach.  Teksty są pisane zazwyczaj przez kobiety i odnoszą się do jednej lub drugiej płci. Taniec Punta wymaga szybkiego poruszania biodrami…

Z Livingston pojechaliśmy do położonego o 250 km na północny-zachód  Parku Narodowego Tical. Bogactwo fauny i flory tego parku naprawdę zachwyca.  Bujna roślinność urzeka różnorodnością gatunków, wielkością roślin i ich barwą.  Teren parku zamieszkuje wiele gatunków zwierząt między innymi: wyjce, mrówkojady, leniwce, pancerniki, szopy, pumy i  jaguary oraz  liczne ptaki. Główną atrakcją parku są jednakże słynne ruiny Tikal – antycznego miasta Majów zawierającego jedne z najstarszych i najwyższych piramid Ameryki Środkowej. Wpisane na listę UNESCO budowle, dowodzą najwyższego rozwoju cywilizacyjnego Majów. To zagubione obecnie w dżungli starożytne miasto powstało ponad 1000 lat przed Chrystusem. Ważnym ośrodkiem ceremonialnym stało się około 100 roku naszej ery, kiedy to wybudowano główne piramidy a na nich świątynie.  Miasto swój architektoniczny i artystyczny szczyt osiągnęło pomiędzy 600 a 800 rokiem naszej ery.

Po drewnianych rampach i kamiennych schodach weszliśmy na sam szczyt najwyższej piramidy w Tikal, która mierzy około 50 m wysokości.  Widok ze szczytu był niesamowity. Widać było wierzchołki innych piramid wystających ponad koronę drzew.  

Po całodniowej wycieczce nocleg spędziliśmy w hotelu Camino Real.  Ten uroczy hotel położony jest w dżungli Petén, nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. Oferuje odpoczywającym zarówno ogród, który pełen jest kwitnących przez cały rok kwiatów jak i  odgłosy otaczającej hotel puszczy. Hotel dysponuje odkrytym basenem jednak my do kąpieli wybraliśmy jezioro.

Rano opuściliśmy hotel i udaliśmy się  do kolejnych 2 miejsc –  do Yaxha i Topoxte. Podczas wędrówki przez dzunglę dotarły do nas niesamowicie głośne pomruki i przeraźliwe wycie. W grupie zapanował spory niepokój. Dźwięki te dochodziły do nas gdzieś z korony drzew. Jak się później okazało sprawcami były wyjce – nieduże małpy, które swoją nazwę zawdzięczają zdolności do wydawania tych pełnych grozy odgłosów. Aby dotrzeć do Yaxha trzeba pieszo wędrować przez dżunglę a następnie  jeszcze przepłynąć na drugą stronę jeziora. Na powierzchni 2 km2 znaleziono ponad 1700 zabytków cywilizacji Majów z których najstarsze liczą 3,5 tys. lat.  Szacuje się, że w roku 400 miasto liczyło około 40 tys. mieszkańców. Jest to trzecie największe stanowisko archeologiczne związane z kulturą Majów . Z wierzchołka świątyni 216 mogliśmy podziwiać wspaniały widok na otaczającą nas junglę i jezioro Yaxha.

Ostatnim miejscem pobytu w Gwatemalii było miasto Flores Jego zabytkowa część znajduje się na wyspie zlokalizowanej na jeziorze Petén Itzá. Flores niegdyś zamieszkiwali Majowie. Teraz wąskimi kamiennymi uliczkami, pomiędzy kolorowymi kolonialnymi domami, spacerują turyści złaknieni obcowania z autentyczną kulturą Majów. 

Opuszczamy już Gwatemalę i lecimy do sąsiadującego na wschodzie niewielkiego państwa Belize, na wyspę Caye Coulker. Wyspa znajduje się  30 km na północ od lądu stałego  i mierzy ok. 8,0 km długości i ok 1,5 km szerokości. Jest to bardzo płaski ląd, Podobnie jak Malediwy wznosi się w najwyższym punkcie jedynie 2 m ponad poziom morza. Wyspę tworzy wapień koralowy dzięki czemu piasek na plaży jest tak delikatny jak mąka. Jest to bardzo urokliwe  miejsce, bez wielkich murowanych hoteli jakie spotyka się w innych częściach świata. Na wyspie nie ma samochodów. Głównym środkiem lokomocji są własne nogi, rowery lub elektryczne meleksy. Nie ma też asfaltowych dróg. Te istniejące są utwardzone ale dziurawe. Tubylcy prowadzą spokojne bezstresowe życie.  Głównym alkoholem jest rum, który pije się w dużych ilościach.  Na wyspie pełno było ogromnych rozmiarów pięknych muszli których niestety nie można  przywieżć ze sobą do Europy. Oprócz spacerów po wyspie czas spędza się głównie na plaży, opalając się, pływając bądź grając w piłkę. Przed słońcem schronić się można pod parasolem z palmy a pragnienie ugasić schłodzonym piwem …