telefon: 609 446 145

Egipt - Hurghada 2006

W drugiej połowie września 2006 roku Centrum Nurkowe "OXYGEN" we Wrocławiu zorganizowało wyprawę nurkowo-turystyczną do Egiptu. Uczestnikami tego wyjazdu byli głównie licencjonowani nurkowie - pracownicy BZWBK. Głównym celem naszego wyjazdu była podwodna eksploracja raf  Morza Czerwonego zlokalizowanych w okolicach Hurghady. Na realizację tego celu przeznaczyliśmy połowę z naszego dwutygodniowego pobytu. Program wyprawy ułożyliśmy tak, aby w tym czasie zobaczyć wszystkie najciekawsze podwodne miejsca w tym rejonie.


Nurkowania

Naszą przygodę rozpoczęliśmy na lotnisku we Wrocławiu, skąd na pokładzie samolotu Boening 737 serii 300 lecieliśmy spełnić nasze marzenia. Lot minął spokojnie, choć wielu z nas czuło lekkie napięcie na myśl o tym, jak będą przebiegały nasze nurkowania. Nikt z nas tak naprawdę nie wiedział, jak wygląda nurkowanie z łodzi, czy na morzu będzie bezpiecznie, czy uda nam się zobaczyć na własne oczy choć znikomą część z tego bogactwa podwodnego świata, która jest pokazywana w pięknie ilustrowanych albumach i przewodnikach? Będąc myślami przy tym, co czeka nas w najbliższym tygodniu, nawet nie spostrzegliśmy, kiedy zaczęliśmy podchodzić do lądowania. Jakże odmienny od polskiego krajobrazu był widok, który wyłonił się z okna obniżającego lot samolotu. Z jednej strony nagie, strome i niegościnne zbocza gór, z drugiej bezkres morza, a pośrodku kamienista równina, pokryta żółto-szarym piachem i kamieniem, na której widać było tylko gdzieniegdzie niewielkie i bardzo biedne zabudowania. Żadnych dróg, rzek i zieleni. Wzrok jednak przyciągało morze! W zależności od miejsca na które patrzyliśmy, mieniło się różnymi odcieniami błękitu, poprzetykane wieloma turkusowymi rafami koralowymi. Widok niezwykły i zapierający dech w piersiach! Cała podróż trwała nieco ponad 4 godziny. W tym czasie lecąc na wysokości przelotowej ok. 10 tys. metrów pokonaliśmy 3,5 tys. km pozostawiając za sobą daleko większość trosk i nurtujących spraw dnia codziennego. W Hurghadzie mieszkaliśmy w Hotelu Sindbad Aquapark, w dużym kompleksie hotelowym zlokalizowanym w południowej części miasta, tylko kilka kilometrów od centrum. Pierwszy dzień pobytu był dniem przeznaczonym na aklimatyzację i odpoczynek po trudach podróży. Zmiana szerokości geograficznej sprawia, że warunki atmosferyczne są zupełnie odmienne od polskich. Pierwszą rzeczą na jaką nie sposób było nie zwrócić uwagi, to niesamowity upał oraz suche pustynne powietrze. W dzień temperatura w cieniu przekraczała 40°C, więc wszyscy szukaliśmy cienia i ochłody. Najlepszym do tego miejscem był hotelowy basen, w którym spędziliśmy większą część dnia. Hotel dostarczał nam wielu atrakcji, mogliśmy m.in. korzystać z 3 usytuowanych przy basenie i wysokich na kilkanaście metrów zjeżdżalni. Po kolacji odbyło się spotkanie wszystkich uczestników wyprawy, podczas którego omówione zostały podstawowe zasady jakie nas obowiązywały na łodzi, którą przez tydzień pływaliśmy na miejsca nurkowe. Omówiliśmy sobie również plan dnia nurkowego, przypomnieliśmy zasady bezpieczeństwa, dzieliliśmy się wrażeniami z pierwszego dnia pobytu oraz słuchaliśmy różnych barwnych opowieści, w tym o podwodnych spotkaniach z rekinami. Pierwszy dzień nurkowy rozpoczął się wcześnie rano, pobudką o 7.00. Szybka toaleta, śniadanie i kilka minut po 8.00 przyjechał po nas bus z Centrum Nurkowego Adventurer, który całą naszą 9 osobową grupę zawiózł do portu, gdzie czekała na nas "nasza" łódź. Z reguły na łodzi było kilka grup nurkowych. Pływali z nami nurkowie z Niemiec oraz różne grupy z Polski. Po wejściu na łódź wypakowaliśmy, złożyliśmy i sprawdziliśmy swój sprzęt nurkowy a następnie odcumowaliśmy od brzegu biorąc kurs na otwarte morze, na południowy wschód, na rafę Abu Hashish. Po kilkudziesięciominutowym rejsie znaleźliśmy się wreszcie nad rafą. Przed wejściem do wody omówiliśmy jeszcze szczegółowo plan naszego nurkowania, założyliśmy sprzęt, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i przeszliśmy na rufę statku, skąd na komendę "jump" z mocno bijącymi z wrażenia sercami wskoczyliśmy do wody zanurzając się w błękitną otchłań! Znany nam od urodzenia świat naglę zniknął, ustępując miejsca innemu, jakże pięknemu i niezwykłemu widokowi. Przed nami wkoło roztaczał się wyłącznie błękit morza, poprzecinany jasnymi smugami wpadającego do wody słonecznego światła, które skierowane pionowo w dół ginęło w morskich otchłaniach. To, co w pierwszej chwili nas uderzyło to niesamowita cisza, dosłownie słyszy się tylko własne myśli i wydychane z automatu bąbelki powierza. Dopiero po chwili można skoncentrować się na otaczającym nas świecie. Od błękitu głębin nasz wzrok odciągają jakże żywe i jakże wyraźne kolory rafy. I to niezwykłe uczucie nieważkości, ta swoboda, lekkość i możliwość poruszania się w 3 różnych wymiarach! Nie przypuszczaliśmy że od razu zobaczymy takie bogactwo różnego kształtu ryb i jeszcze większy przepych ich barw. Widzieliśmy pojedynczo płynące skrzydlice i płaszczki, parami pływające iglicznice, amfipriony (NEMO J) i całe ławice lucjanów i ryb z rodziny luszczowatych. Mogliśmy wpływać miedzy nie, pływaliśmy za nimi, pod nimi, nad nimi. Wzdłuż i wszerz, do góry i na dół. Nie bały się nas i nie uciekały, przyglądały się nam a zaspokoiwszy swoją ciekawość po prostu odpływały. Świadome swego piękna dały się podziwiać. Zauroczeni tym niezwykłym widokiem robiliśmy zdjęcia i pływaliśmy spokojnie wzdłuż rafy rozkoszując się niezwykłościami tego podwodnego świata. Wszystkie nasze nurkowania były wspaniałe, można powiedzieć że każde następne lepsze od poprzedniego. Trudno jest nam to wszystko opisać, gdyż słowa nie są w stanie oddać nawet w najmniejszej części piękna podwodnego świata. To trzeba zobaczyć na własne oczy!!! Widzieliśmy wiele różnych ciekawych stworzeń: płaszczki, mureny, węgorze i tysiące różnych pod względem kształtów i kolorów nieznanych nam ryb. Największym przeżyciem okazało się jednak pływanie z grupą delfinów (6 dorosłych osobników i 3 młode), które na jednej z raf przypłynęły do nas i z zaciekawieniem przyglądały się nam. Pływały wokół nas w bezpośredniej bliskości, nie dalej niż na wyciągniecie ręki, jednak nikomu z nas nie pozwoliły się dotknąć. Przyglądały się nam i próbowały naśladować nasze niemrawe ewolucje pod wodą, tak jakby chciały w ten sposób nawiązać z nami bezpośredni kontakt. Słyszeliśmy dźwięki jakie wydają porozumiewając się, podziwialiśmy ich zwinność, piękno i inteligencję. Poświęciły nam pół godziny a następnie pełne gracji spokojnie odpłynęły. Jesteśmy pewni że rafa i życie tętniące wkoło niej oczaruje każdego, kto tylko odważy się odwiedzić to "zaczarowane królestwo". Dzisiaj wiemy, że tego rodzaju wyjazd był dla nas pierwszym, ale na pewno nie ostatnim!!!

Jeszcze słów kilka o Hurghadzie

Hurghadę (arab. Ghardaqa) nie przypadkowo wybraliśmy jako miejsce naszego pobytu. Pod względem turystycznym jest ona jednym z najpopularniejszych i największych kurortów w Egipcie odwiedzanych przez polskich turystów (rozciąga się wzdłuż wybrzeża na odcinku 25 km). Jest uważana jako idealne miejsce zarówno do odpoczynku, jak i do aktywnego spędzania wolnego czasu. Ze względu natomiast na swoje położenie (oddalona jest około 480 km od Kairu i 200 km od Luxoru) stanowi doskonałą bazę wypadową w głąb kraju. Miasto nie jest duże, mieszka w nim bowiem tylko kilka tysięcy lokalnej ludności, która obsługuje wiele tysięcy gości miesięcznie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać że Hurghada to głównie hotele, sklepy, restauracje, butiki, głośny ruch uliczny i nawołujący sprzedawcy pamiątek. Jednak kolejne spojrzenie odkrywa przed nami ciekawe, żywe i dynamiczne arabskie miasto żyjące z turystyki. Dzień w Hurghadzie rozpoczyna się bardzo wcześnie rano, tuż przed wschodem słońca. Wówczas ze wszystkich minaretów rozbrzmiewa nawoływanie do modlitwy : "W imię Boga miłosiernego, litościwego...". Najczęściej turyści w tym czasie jeszcze smacznie śpią, jednak warto przynajmniej raz wcześnie wstać i oglądając wschód słońca wsłuchać się w tą niezwykłą pieśń modlitwy. Sklepy, kafejki i restauracje otwierane są dopiero około godziny 10 rano. Wówczas przechodząc się ulicami miasta można poobserwować Arabów przy ich zajęciach. Ze względu na temperaturę, w ciągu dnia miasto jest pustawe, chociaż częściej widuje się wówczas Arabki i ubrane w mundurki dzieci wracające ze szkoły. Można wtedy wejść w boczne uliczki i zobaczyć miasto "od podwórka", z biegającymi gdzieniegdzie kozami, bawiącymi się dziećmi i sprzątającymi obejścia Arabkami. Dopiero wraz z zachodem słońca, kiedy powietrze staje się chłodniejsze miasto ożywa. Oświetlone tysiącami świateł ulice stają się tłoczne przechadzającymi się turystami, którzy zapraszani są do sklepików i restauracji. Osoby które są po raz pierwszy w arabskim kraju często mogą być poirytowane, gdy podczas krótkiego spaceru po ulicach miasta są kilkadziesiąt razy zaczepiani przez sprzedawców, którzy czasami są w stanie podążyć za nami nawet kilkanaście metrów zadając nam pytania w kilku językach, starając się w ten sposób nawiązać z nami kontakt, aby rozpocząć zachwalanie swojego "najlepszego i najtańszego sklepu". Gdy chcemy odmówić, warto zrobić to grzecznie i bez okazywania zdenerwowania, zdecydowanym "laa, szukran", co oznacza: "nie, dziękuję" bądź też "ana mafisz fulus" (czyli: nie mam pieniędzy), co zazwyczaj wywołuje uśmiech na twarzy naszego rozmówcy. Często się zdarza, że wchodząc do sklepu i nawiązując rozmowę zostajemy poczęstowani kawą, czarną herbatą bądź herbatą z malwy (carcade). Skorzystanie z tego poczęstunku nie oznacza oczywiście konieczności zakupu. Można podziękować za gościnę słowami "szukran" (dziękuję) lub "alf szokr" (tysiąckrotne dzięki) i dodać, że z pewnością wrócimy do jego sklepu "in'sz Allah" (jak Bóg pozwoli), co jest powszechnym stwierdzeniem Arabów na praktycznie każdą prośbę czy zaistniałą sytuację. Należy pamiętać, że uprzejmość jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż krzyk czy gwałtowne, niemiłe gesty. Inną atrakcją miasta są środki komunikacji miejskiej. W Hurghadzie nie ma tramwajów ani autobusów, a środkiem transportu po mieście są tzw. "yalla bus" - czyli białe busiki, które przez całą dobę przemierzają miasto z południa na północ, zabierając po drodze pasażerów. Nie ma żadnych przystanków - wystarczy kiwnąć ręką na nadjeżdżający busik, a ten jeżeli ma wolne miejsca, z pewnością się zatrzyma. Nie obowiązują także bilety. Opłatę za przejazd uiszcza się u kierowcy lub jego pomocnika - naganiacza, który zazwyczaj wywieszony przez okno zaprasza do skorzystania z ich usług, prostym pytaniem: "Where you go my friend?" albo częściej "Bus? Bus?". Cena oferowana za przejazd jest różna i zwykle zaczyna się od 10 LE, a po drobnych targach znacznie spada do poziomu 2 LE za osobę. Wsiadając do busa należy podać nazwę hotelu, restauracji czy innego charakterystycznego punktu w okolicy, do której chcemy dojechać. Innym środkiem transportu jest taksówka - zawsze jest to stary biały Peugeot 504. Przejazd busem można zaliczyć do sporych atrakcji - samochody często nie mają sprawnych prędkościomierzy, jeżdżą w nocy bez świateł, do auta może wejść i 15 osób, a wystrój wnętrza i głośna arabska muzyka dodają całości swoistego uroku. Egipcjanie mają bardzo swobodny stosunek do przepisów ruchu, zatrzymują się na środku drogi byle złapać pasażera, wyprzedzają na zakrętach i na trzeciego, jeżdżą pod prąd i namiętnie używają klaksonów. Doszliśmy nawet do wniosku, że bez sprawnego klaksonu samochód tu na pewno nie przechodzi tu przeglądu technicznego.

Chociaż w naszej pamięci bardzo żywe są jeszcze wspomnienia z tego wyjazdu, to już przygotowujemy się do następnej przygody. W przyszłym roku, w marcu, planujemy wyjazd na płw. Synaj do Dahabu - kultowego miejsca dla miłośników nurkowania, nie tylko ze względu na piękno podwodnego świata, gdzie aż roi się od tropikalnych ryb (rafy w tym miejscu uznawane są za jedne z najpiękniejszych na świecie), lecz także ze względu na specyficzny charakter tego małego miasta. Wybierzemy się stąd na górę Synaj, na której Bóg dał Mojżeszowi Dziesięcioro Przykazań, na wielbłądach dotrzemy do kwitnących oaz, jeepami dojedziemy do odległych Beduińskich wiosek, zwiedzimy rezerwat przyrody Ras Muhamad, a osoby które zatęsknią za zgiełkiem dużego miasta będą mogły odwiedzić Szarm El Shaikh  - największy kurort Egiptu. Osoby, które chciałyby dołączyć do naszego grona, zrobić kurs nurkowy bądź tylko jako turyści wyruszyć z nami na kolejną wyprawę prosimy o kontakt z Piotrkiem Lachem tel. (071) 370 24 94, kom 609 446 145 mail piotr.lach@bzwbk.pl

Read More